środa, 23 maja 2012

Rozdział 8


Wstałam rano z wielkim bólem głowy. Nawet nie otworzyłam oczu, a już zaczęłam liczyć, ile wczoraj wypiłam. Po chwili nie dowierzałam, policzyłam jeszcze raz. Wypiłam aż tak dużo? Nie, to nie możliwe. Sięgnęłam ręką na moją półkę nocną po wodę. Niestety, nie było jej tam. Z wielką niechęcią wstałam i zeszłam do kuchni. W głębi modliłam się, żeby nie powtórzyła się sytuacja z pierwszej nocy w tym domu. Weszłam do kuchni... Czy oni nie mogą spać?!
Przede mną stał Zayn w samych spodniach i trzymał karton mleka w prawej ręce. Na jego widok zmiękły mi kolana, ale przyrzekłam sobie, że będę twarda.
- Hej, jak ci noc minęła? Głowa nie boli? - Spytał.
- A co ty taki troskliwy? Upiłeś mnie wczoraj i się jeszcze pytasz? - napiłam się soku pomarańczowego.
- Oj, Stella... Po co się tak denerwować? -Odłożył mleko na blat i wyszedł z kuchni - Swoją drogą świetnie całujesz! – rzucił.
Wyplułam przed siebie wszystko, co miałam w ustach. Czemu ja tego nie pamiętam? Odłożyłam pudełko obok mleka i poszłam do pokoju Zayn'a. Weszłam bez pukania i w momencie pożałowałam tego. Chłopak stał przodem do mnie i zapinał spodnie. 
- Jak skończysz… Czekam... - powiedziałam i trzasnęłam drzwiami za sobą.
Usiadłam na fotelu w przedpokoju i czekałam na niego. Minęło chyba pięć minut, obok mnie przeszła dwa razy Olivia, która poszukiwała jakiegoś kolczyka, a jego ciągle nie było. W końcu wyszedł. 
- Przepraszam, ale mama dzwoniła - uśmiechnął się.
- Rozumiem, maminsynek... - zażartowałam i weszłam do mojego pokoju, a chłopak poszedł za mną.
- Dobra Stella... Co chciałaś, bo wparowałaś do mojego pokoju, jakbyś chciała się czegoś upewnić...
- Czy między nami wczoraj do czegoś doszło? - Spytałam niepewnie.
- Nie pamiętasz? Pocałowałaś mnie... - zaśmiał się. Spojrzałam na niego wyczekująco. – Ale cię odepchnąłem, bo wiedziałem, że będziesz tego potem żałowała. – dodał, spuszczając głowę. Nie powiem, trochę mnie zatkało. Nie spodziewałam się tego ani po nim, ani po sobie. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Ale byłam zbyt dumna, żeby przeprosić go, za to, że się być może narzucałam.
- Ale do niczego więcej nie doszło? - pokiwał przecząco głową.
- Ufff... To twoja wina, bo mnie upiłeś! A teraz wynocha z mojego pokoju! – może byłam zbyt ostra, ale nie zamierzałam dać po sobie poznać, że coś we mnie zmiękło i było mi nieco przykro, że mnie odepchnął. Bo choć wcześniej nawet nie dopuściłabym do siebie takiej myśli, to teraz sądzę, że nie żałowałabym, jeśli doszłoby do czegoś więcej. Jakaś niezidentyfikowana siła mnie do niego przyciągała, a ja nie mogłam się jej oprzeć. Czyżbym zaczęła coś do niego czuć? Czy to tylko chęć grania z nim w głupie gierki i wykorzystania go? Nie oszukujmy się, ale gdy on próbował się do mnie zbliżyć, ja go odpychałam. A teraz jest na odwrót. Była chyba nawet kiedyś taka bajka, czyż nie? O żurawiu i czapli, czy tam jakimś innym pelikanie, bocianie czy wróblu... A z resztą… nieważne. To tylko głupia i niezdecydowana ja…

Gdy się ogarnęłam wyszłam na korytarz, gdzie minęłam się z Harrym… i nagle mnie oświeciło! Gwałtownie się zatrzymałam i gdy ten już otwierał drzwi do swojego pokoju, w ostatniej chwili za nim zawołałam. Odwrócił się, zaskoczony.
- Do mnie mówisz? – zapytał niepewnie.
- A czy ktoś inny w tym domu ma na imię Harry? – niecierpliwiłam się.
- Eeee… nie? – raczej zapytał niż stwierdził. ‘Ludzie, trzymajcie mnie, bo zaraz wyjdę z siebie i stanę obok’ – pomyślałam, łapiąc się za głowę.
- Chodź ze mną na chwilę – oznajmiłam, łapiąc go za nadgarstek i zaciągając do mojego pokoju. Miał taką minę, jakbym utopiła mu w mleku chomika albo obiecała bułkę.
- Mam do ciebie małą prośbę – powiedziałam.
- Mam się bać? – Spytał nieśmiało.
- Nie wiem. – odpowiedziałam szybko, ale gdy zobaczyłam jego wystraszoną minę, to szybko się poprawiłam. – To znaczy, nie – ale chyba nie bardzo go to przekonało.
- Więc…? Zaczniesz mówić, o co ci chodzi? – Zapytał, gdy myślałam, jak zacząć. Musiałam mu trochę przyswoić sytuację.
- No bo słuchaj. Pewnie się domyślasz, że ja z Zaynem… coś ten tego. – poruszył brwiami. – No, ale nie w tym sensie, debilu! I teraz słuchaj uważnie, bo nie będę dwa razy powtarzać ani ci cokolwiek tłumaczyć. Wczoraj w klubie, coś się między nami wydarzyło, ale nie wyszło tak, jak chciałam, więc planuję małą zemstę. – westchnęłam. – A ty musisz mi pomóc. Chodzi o to, że musimy sprawić, by Zayn poczuł się bardzo zazdrosny. Więc, no nie wiem, cały czas się przy mnie kręć, szeptaj czy coś w tym stylu. Niech stracę! Możesz mnie nawet czasami z nienacka lekko przytulić. – powiedziałam, krzywiąc się. – Coś wymyślisz! Tylko nie przeginaj. Bo jak coś wywiniesz, to dostaniesz takiego kopa, że obsrasz chmurki. I graj swoją rolę tylko, jeśli będzie to widział Zayn. I nikomu nie mów, o czym tu rozmawialiśmy! – obserwowałam jego reakcję, ale nie wydawał się jakoś zbytnio zdziwiony. Wolno pokiwał głową, uśmiechając się. – Więc, wchodzisz w to?
- No pewnie! Będę mógł w końcu utrzeć nosa Zayn’owi. Ostatnio znowu bez pytania używał mojego jabłkowego szamponu! Czujesz układ? – mówił przejęty.
- Taa. Ok, skoro już wszystko wiemy, to won mi stąd!
- Jeszcze jedno. Powiedz mi, dlaczego akurat ja? Czemu nie, na przykład Niall?
- Hmm, pomyślmy. To ty jesteś miejscowym casanovą, z tego, co pamiętam, to właśnie ty, pierwszy zacząłeś się do mnie przystawiać, czasami lubisz być wredny i bawić się innymi, a poza tym, to ty byłeś na tyle głupi, żeby się na to zgodzić. – uśmiechnęłam się słodko. – A teraz z łaski swojej wyjdź, bo potrzebuję świeżego powietrza. Zamknął za sobą drzwi, a ja z uśmiechem na ustach, rzuciłam się na łóżko, zadowolona z siebie. Już nie mogłam się doczekać, by zobaczyć minę Zayn’a. Niech wie, że mnie się tak po prostu nie olewa. ‘Ahh, jak mi przykro, jestem taka wredna’ – pomyślałam i zaśmiałam się.


Po ponad dwóch godzinach, w czasie których jeszcze Olivia biegała po całym domu w jednym bucie, spanikowana, że nie zdąży, w końcu udało nam się wyjść z domu. Dzisiaj Emily zorganizowała wypad do stadniny. Ostatni raz jeździłam na koniu chyba, gdy miałam jakieś 9 lat. I był to jakiś kucyk, który teraz nie sięgnąłby mi nawet do kolan. Ogarniała mnie lekka panika na myśl, że będę musiała usiąść na tym ogromnym bydlaku, który jest większy niż mój dom. Jeszcze wywiezie mnie gdzieś, do jakiegoś buszu, a potem zabije i zje, gdy nastaną ciężkie warunki… Dobra, przesadzam. Ale właśnie takie głupie myśli mam, gdy się denerwuję. Chociaż nie tylko… W sumie, to ja cały czas mam takie powalone myśli… Dobra, koniec. Przejdźmy do rzeczy.
Przed nami stanął wysportowany mężczyzna. Na oko miał jakieś 35 lat. Opowiedział nam króciutko, co będziemy robić. Emily była w raju. Ona z nas wszystkich kochała najbardziej konie… Mogłaby spędzać z tymi zwierzętami cały dzień. 
- Od razu mówię! Kto boi się koni, niech lepiej nie wsiada na siodło! Jest ktoś taki wśród was? – Spytał.
- To ja sobie was pooglądam z daleka. Nie mam zamiaru wchodzić na to, co wy nazywacie przyjaznym dla człowieka zwierzęciem - wycofałam się do tyłu.
- Czyli koleżanka dostaje widły i sprząta w boksach - zaśmiał się instruktor.
- Słucham?! - krzyknęłam zdziwiona.
- Żartuję. Takiej ładnej dziewczynie nie wypada sprzątać - uśmiechnął się do mnie.
Ku mojemu zdziwieniu Harry i Zayn tez postanowili zostać. Gdy ten drugi powiedział, że nie jedzie, pomyślałam sobie 'Fuck! Po jaką cholerę?'.
Gdy pozostała szóstka wsiadła na konie i gdzieś pojechali, my poszliśmy się opalać. Usiadłam na ławce obok Harry'ego, który mówił coś swojemu przyjacielowi. Ubrałam okulary przeciwsłoneczne i rozpuściłam włosy. Loczek spojrzał się na mnie i przyjął uśmiech, który oznaczał, że zaraz zacznie flirtować. 
- Ślicznie wyglądasz. Powinnaś częściej chodzić w rozpuszczonych włosach – spojrzałam na niego znad okularów i szeroko się uśmiechnęłam.
- Więc teraz, specjalnie dla ciebie, częściej będę je rozpuszczać – puściłam mu oczko i znowu założyłam okulary. Teraz nie mogli widzieć, gdzie patrzę, więc zerknęłam na Zayna, który wydawał się być w ogóle niewzruszony, tym, co się przed chwilą stało. Nie powiem, zdziwiło mnie to. Myślałam, że chociaż będzie zaskoczony… Nagle Harry powoli przysunął się bliżej mnie i objął mnie ramieniem. Przewróciłam oczami, ale nie zrzuciłam jego ręki. Przecież taki był plan. Ale wolałabym, żeby to Zayn zdecydował się na taki gest. ‘Przestań marudzić!’ – skarciłam się w myślach. Loczkowaty nachylił się nad moim uchem i zaczął szeptać jakieś głupoty, ale nawet go nie słuchałam, gdyż skupiłam się na Zaynie. Cały czas bacznie obserwowałam go kątem oka, tylko czasami zaśmiałam się, gdy Harry mnie szturchnął. Zayn siedział obok nas i bawił się swoim telefonem.
- Hej, może pójdziemy na lody? Tam niedaleko widziałam budkę – zaproponowałam. Zgodzili się, więc spacerkiem ruszyliśmy w tamtą stronę. Szli po obu moich stronach, Harry z lewej. Co chwila, niby przypadkiem, muskał swoją dłonią, moją rękę, aż w końcu mnie za nią chwycił. Rozszerzyłam szeroko oczy ze zdziwienia.
- Chyba cię coś pogrzało! – syknęłam mu do ucha, tak, by Zayn nie usłyszał – Nie pozwalaj sobie za dużo! I weź mnie nawet nie denerwuj!
- Oczywiście, dla ciebie wszystko! – powiedział, słodko się uśmiechając, ale puścił moją dłoń. ‘ Rany boskie, jaki on jest przywalony’ – pomyślałam. W końcu doszliśmy na miejsce i wybieraliśmy smaki lodów. Ja i Zayn zdecydowaliśmy się na jagodowe, a Harry na truskawkowego.  Wróciliśmy na ławkę, po drodze trochę się wygłupiając z Hazzą. Zayn cały czas szedł obok i nic się nie odzywał. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Usiedliśmy, a po jakichś piętnastu minutach, zobaczyliśmy naszych przyjaciół. Jako ostatni przyjechał Niall, który siedział na koniu i jadł chipsy. Gdy zszedł na ziemię, próbował jeszcze wcisnąć trochę temu biednemu zwierzęciu, w podziękowaniu za fajną jazdę… Dziewczyny zaczęły się nawzajem przekrzykiwać, jak to wspaniale było i żebym żałowała, że nie pojechałam z nimi. Pożegnaliśmy się z instruktorem, który zapraszał nas ponownie i wróciliśmy do domu. W samochodzie siedziałam naprzeciwko Zayn’a, który od czasu do czasu rzucał mi smutne spojrzenie. Nie odzywałam się do końca naszej jazdy…

___________________
omg, to jest takie pogmatwane, że nawet ja nie ogarniam xd nie wiem, czy dało się cokolwiek zrozumieć, ale chodziło mi o to, że Stella jednak czuje coś do Zayna, ale nie chce się do tego przyznać. a zemsta jest za to, że ją odepchnął poprzedniego wieczoru, choć ona nie miałaby nic przeciwko kontynuacji pocałunku. dobra, nie miksuję więcej, bo jeszcze bardziej pomieszałam. u mnie w głowie wygląda to normalniej XD mam nadzieję, że jednak coś tam, troszkę, zrozumieliście ;D 
~K.
PS. przepraszamy za taki odstęp czasowy ;) wiecie, za gorąco... XD hahahha

niedziela, 22 kwietnia 2012

Rozdział 7


Obudziłam się po 4 i nie mogłam zasnąć. Postanowiłam, że odwiedzę Emily, z którą zawsze przegaduje noce, jak nie mogę spać. Wyszłam z pokoju i skręciłam w lewo, zamiast w prawo i weszłam do pokoju.
-Emily, pomocy – wyszeptałam. Usiadłam na łóżku i powtórzyłam. Nie reagowała. Wskoczyłam na materac i krzyknęłam.
-Emily, wstawaj!!
-Co się dzieje? Kto tak krzyczy?! - Usłyszałam znajomy, MĘSKI głos.
-Ups! - wyszeptałam.
-Stella? Co ty tu robisz? - spojrzał na mnie, a potem na zegarek. - Przecież jest po 4. O tej porze się śpi.
-Przepraszam, pomyliłam pokoje... Jak nie mogę spać to zawsze chodzę do Em, bo ona zawsze spędzi ze mną ten czas. Jeszcze raz przepraszam i już zmykam.
- Jak już mnie obudziłaś, to zostań – uśmiechnął się lekko, jeszcze na wpół śpiący. Nagle zrobiło mi się chłodno, więc zwinnie wsunęłam się pod kołdrę Zayna. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- No co? – Wzruszyłam ramionami. – Zimno mi. A Emily zawsze mnie wpuszcza – mruknęłam i ułożyłam się wygodniej. Leżeliśmy chwilę w ciszy, patrząc na siebie. On bokiem do mnie, podpierał głowę dłonią, ja z włosami rozrzuconymi na jego jasnej poduszce.
- Tak właściwie, to dlaczego zdecydowałyście się pójść do X- faktora? – Zmącił idealną ciszę, dotychczas przerywaną tylko naszymi cichymi oddechami. Nieco zaskoczył mnie tym pytaniem, ale po krótkim zastanowieniu, odpowiedziałam mu.
- Olivia wpadła na taki pomysł. Kiedyś, dla żartów zaśpiewałyśmy coś razem przy ognisku i wyszło nam całkiem nieźle. Olivię chyba ostro to męczyło, bo następnego dnia cały czas próbowała nas przekonać do pójścia do programu. Po jakimś czasie jej uległyśmy, choć nie powiem, Emily miała największe wątpliwości, ale i ją Olivia zdołała przekonać. Stwierdziłyśmy, że nawet, jeśli się nam nie uda, to nic się nie stanie. Potraktowałyśmy ten pomysł z dystansem, trochę jako żart. Potem przez dłuższy czas ostro ćwiczyłyśmy i zaczęło nam się podobać. Nasze głosy dobrze współgrały, świetnie się rozumiałyśmy. Po pewnym czasie jednak sie poddałyśmy, ale mój starszy brat nie dał za wygraną i zgłosił nas na castingi bez naszej wiedzy. Poszłyśmy tam i udało się. Doszłyśmy dosyć daleko, jurorzy nas docenili. To była dla mnie niesamowita przygoda, wiele się nauczyłam, poznałam wspaniałych ludzi i niczego nie żałuję – uśmiechnęłam się pod nosem, zauważając, że cały czas gapię się w sufit. Przeniosłam wzrok na Malika, który z zafascynowaniem wpatrywał się we mnie swoimi czekoladowymi tęczówkami. Nie mogłam się powstrzymać i spojrzałam mu głęboko w oczy, zatapiając się w tym uroczym spojrzeniu. Przeszły mnie lekkie dreszcze, ale wtuliłam się w kołdrę, by tego nie zauważył.
Gadaliśmy tak do samego rana. Nim się zorientowaliśmy było już po 8, czyli pora wstać. Właśnie chciałam usiąść na łóżku, kiedy do pokoju Zayn'a wbiegł Louis. Popatrzył się na mnie, potem na przyjaciela.
-Przepraszam, nie wiedziałem... - powiedział i wyszedł. Jednak po chwili wrócił – Swoją drogą… wy? Prędzej spodziewałbym się, że Niall przeżyje dzień bez jedzenia albo Liam pokocha łyżeczki - powiedział i gapił się na mnie.
-W życiu nie widziałeś dziewczyny w łóżku? Uważaj, bo ci te twoje śliczne oczęta wyjdą - warknęłam i poszłam do siebie.
Po półgodzinie zeszłam do kuchni, w której stali chłopcy i Zayn coś im mówił. Wyczułam, że próbuje im wytłumaczyć, co się dzisiaj stało.
- Jeśli mówicie o tym, co szanowny kolega dzisiaj widział, to wam to wytłumaczę. Jestem kobietą i mylą mi się kierunki. Nie mogłam spać w nocy i zamiast skręcić w prawo do pokoju Emily, skręciłam w lewo. Byłam święcie przekonana, że idę do Em!
- No, no, już się tak nie tłumacz, maleńka! - Louis uśmiechnął się zgryźliwie.
- Lou, ale kobietom mylą się kierunki... To może być prawda - szepnął do przyjaciela Harry.
- Bo to do cholery jest prawda! - krzyknął Zayn.
- No właśnie! - odparłam. - A nawet, jeśli by nie była, to co?! – Jednak nikt nie zdążył odpowiedzieć, bo przerwał nam głos Lily.
- Ludzie, strzelają tu czy coś, bo krzyczycie jakby się paliło! - Stanęła za mną Lily .-Wytłumaczy mi ktoś, co tu się dzieje? - spytał zdezorientowana dziewczyna. Opowiedziałam przyjaciółce wszystko po kolei. Gdy już skończyłam odezwał się Harry:
- Oh Lily, jak ty dzisiaj pięknie wyglądasz! - wyparował, robiąc maślane oczka. -Twoje włosy mienią się niczym...niczym... - szukał odpowiedniego słowa, ale Ruda mu przerwała.
- Wal się, Styles - mruknęła obojętnie. - I tak ci nie pożyczę mojej odżywki do włosów…
***
Po dwóch godzinach wszyscy dali mi spokój. Cisza. Jaka ona jest piękna… Moment spokoju w tym domu jest bezcenny.
Pod wieczór organizator naszych atrakcji na dzisiaj – Niall, ogłosił, że idziemy na imprezę. Wszyscy biegaliśmy jak idioci. Przez trzydzieści minut szukałam czegoś, co mogłabym na siebie ubrać. Przekopałam całą szafę, walizkę i nic.
-Obstawiam, że czegoś szukasz - weszła do pokoju Emily.
-Masz rację – odpowiedziałam.
-Masz, kupiłam jak byliśmy na zakupach - podała mi sukienkę i wyszła.
Szybko się ze wszystkim ogarnęłam i po chwili siedzieliśmy już w wielkim samochodzie, jadąc do jednego z najlepszych klubów w mieście.
Przed wejściem stało kilkadziesiąt rozkrzyczanych fanek. Znając życie, któryś z chłopaków dał znać na twitter'ze, gdzie się wybieramy. Rozdaliśmy kilka autografów, zrobiliśmy kilka zdjęć i weszliśmy do środka.
Od razu każdy poszedł w inną stronę. "Yhym. Fajnie. A ponoć mieliśmy się lepiej i poznać i w ogóle...' - pomyślałam. Rozejrzałam się wokoło. Harry i Louis poszli wyrywać laski. Niall siedział przy barze i naturalnie coś jadł. Liam rozmawiał z Emily. Olivia szalała na parkiecie, a Lily przypatrywała się wszystkiemu z boku. Zayn’a nigdzie nie widziałam, choć nie powiem, trochę ciekawiło mnie, gdzie on może być...
W taki sposób na pewno się nie zintegrujemy. Przejęłam inicjatywę i zwołałam wszystkich do siebie. Oczywiście jak Zayn'a zniknął to go nigdzie nie było.
- Co powiecie na karaoke? – Spytałam, a Harry wytrzeszczył oczy.
- No i co się tak dziwisz, pajacu? Skoro jesteś w zespole, to chyba umiesz śpiewać, nie?!
- Umiem. Ale karaoke? To dla dzieci - dodał po chwili.
- ‘Pan dorosły’ się odezwał... No zabawmy się.. Dziewczyny, śpiewamy pierwsze…
Już wchodziłam z dziewczynami na scenę, kiedy zjawił się ‘nasz zguba’…
- Ominąłem coś ważnego? – Spytał.
- Jakbyś tu był, to byś wiedział… Karaoke. – mruknęłam.
- Co?? KARAOKE?! Zgłupieliście? – spytał.
- Kolejny ‘pan dorosły’ ? - Chłopak nic nie odpowiedział i stanął obok pozostałej czwórki. Przez pewien czas wszyscy dobrze sie bawiliśmy, śpiewając i wygłupiając się, ale potem znowu wszyscy się rozeszli. Tym razem nie miałam zamiaru się za nimi uganiać. Usiadłam przy barze i zamówiłam mocnego drinka. Wypiłam jednego, potem drugiego i trzeciego. Odłożyłam pustą szklankę na barze i rozejrzałam się dookoła. Za mną stał nie kto inny, tylko Zayn.
-Masz ochotę na jeszcze jednego? - Spojrzał się na mnie takim wzrokiem, że aż przeszedł mnie dreszcz. – Poproszę dwa drinki dla mnie i dla tej ślicznej dziewczyny - uśmiechnął się.
Barman podał nam nasze zamówienie i odszedł. Po kilku minutach kieliszki były już puste, a my właśnie wychodziliśmy tylnymi drzwiami na zewnątrz zapalić.
- Nie wiedziałem, że palisz - powiedział częstując mnie jednym.
- To teraz już wiesz – posłałam mu uśmiech.
Wzięłam jednego i mocno się zaciągnęłam. Przymknęłam oczy, gdy poczułam, jak dym rozchodzi się po moich płucach. Podszedł do mnie i wyciągnął mi papierosa. Nie wiem, co stało się w tamtym momencie, ale zapragnęłam czegoś więcej niż tylko rozmowy z nim. Podeszłam do niego i położyłam prawą rękę na jego klatce piersiowej. Stanęłam na palcach i zbliżyłam swoje usta do jego malinowych warg. Był to ciepły, delikatny pocałunek, lecz po chwili pogłębiłam go. Odwzajemnił. Przejechałam koniuszkiem języka po jego dolnej wardze. Zarzuciłam mu ręce na szyję, jednak chłopak wyczuł, że jestem na tyle pijana, że następnego dnia będę tego żałować i odepchnął mnie.
- Zayn, co jest?! Wydawało mi się, że ci się podobam.
- Bo tak jest, ale jutro nie będziesz niczego pamiętać lub będziesz tego żałować - odpowiedział.
- Oj weź. Patrz jak jest pięknie: ja, ty, fajna muzyka i nikogo wkoło - szepnęłam mu do ucha.
- Stella, jesteś pijana.
- Daj spokój ! – żachnęłam się. – Nie psuj takiej okazji.
- Nie. Nie chcę cię wykorzystać, wiedząc, że później oboje będziemy tego żałować.
- Okej. Jak chcesz. Nie będę cię do niczego zmuszać – mruknęłam i przed odejściem po raz ostatni złożyłam na jego ustach niespodziewany i czuły pocałunek.
- Dobranoc. – szepnęłam i odeszłam, rytmicznie kołysząc biodrami. ‘Jeszcze się przekonasz, co straciłeś…’ – pomyślałam.

______________________
No, to chyba zostawię to bez komentarza... Wszystko się jakoś pomieszało... ~K.

środa, 11 kwietnia 2012

Rozdział 6


Chyba pomału uświadamiam sobie, że zaczynam ich lubić. Od samego rana śmieję się jak głupia. Na początku Niall i Olivia – kłócący się o ostatni kawałek pomidora, potem Louis, który biegał po całym domu i szukał swojego telefonu, a miał go w kieszeni, a teraz Lily zabrała nas do zoo.
-Zayn, oddaj tą mapę, bo zaraz się zgubimy. - powiedziałam do Mulata.
-Wątpisz we mnie? - złośliwie się uśmiechnął.
Poczułam jak niebezpiecznie zbliża się do mnie.
- Być może. – mruknęłam, lekko się odsuwając. Przystanął dopiero dosłownie kilkanaście centymetrów przede mną. Rozejrzałam się wokoło, ale nie zauważyłam nikogo znajomego. Zayn wpatrywał się we mnie z cwanym uśmieszkiem na ustach.
- Chyba się mnie nie boisz, hmm?
- Słuchaj. – zaczęłam, nie chcąc mu odpowiadać na to pytanie.- To, wtedy na plaży, nie wiem, czemu tak się stało i nie wiem, dlaczego nie zaprotestowałam, ale lepiej o tym zapomnijmy, tak? Więc nie bądź taki hop do przodu!
-  A co jeśli ja nie chcę o tym zapominać? – mruknął, nadal się uśmiechając.
- To twój problem. I przestań się tak dziwnie szczerzyć, bo na serio zaczynam się bać! – rzuciłam i odeszłam. W połowie drogi jeszcze się odwróciłam, a on dalej stał w tym samym miejscu i przenikliwie się we mnie wpatrywał. Miałam przeczucie, że coś kombinuje… Ale nie miałam teraz czasu się nad tym zastanawiać, bo doszłam do zagrody, przy której stał Harry… i dziwnie się zachowywał…
- Eee, mogę wiedzieć, co ty robisz? – spytałam niepewnie. Chłopak stał naprzeciwko dużej, białej lamy i gadał do niej, jak do dziecka.
- Ciiiii! Muszę ją przywołać! – powiedział, a ja postanowiłam w to nie wnikać i odsunęłam się kilka kroków w bok, stając koło Louisa, który przypatrywał się tej sytuacji z naburmuszoną miną. – No chodź tu do mnie, maleńka! Patrz, co mam! Piękną, chrupiącą marchewkę, którą Louis dał specjalnie dla ciebie, kochanie!
- Wcale jej nie dałem! To ty mi ją zabrałeś, złodzieju! – burknął Louis, ale Harry chyba udawał, że nie słyszy.
- Mogę wiedzieć, po co mu ta lama? – spytałam.
- A kto go tam wie?! Jak głupi to głupi… - mruknął, a ja się zaśmiałam. Nagle zwierzę powoli zaczęło zbliżać się do Loczka. – Tak, mała! Podejdź! Chodź do wujka Hazzy! – wołał do niej uradowany i ze świecącymi oczami, ciesząc się, że w końcu mu się udało, ale nagle lama odchyliła lekko głowę i go… opluła. Wybuchnęłam śmiechem razem z całą resztą ludzi, którzy właśnie do nas podeszli. Harry, zniesmaczony, wycierał twarz, ale dalej do niej mówił.
- Zawiodłem się na tobie. Myślałem, że mi ufasz! A tu taka niespodzianka! Obrażam się! Żegnaj! – wszyscy się śmiali, ale po chwili on też już nie wytrzymał i dołączył do nas.
Kilka minut później czekaliśmy na Harry'ego, który poszedł umyć twarz. Wszyscy staliśmy pod toaletą. Zayn nadal uśmiechał się do mnie jak głupi.
- Jak ta ślina się lepiła.. Co oni tym zwierzętom dają? - wyszedł w końcu na zewnątrz.
- Mówię ci! To oni! - usłyszeliśmy głos jakieś dziewczyny.
- Niemożliwe. Wyobrażasz sobie ich prawdziwych, tutaj w zoo? - odpowiedziała jej koleżanka.
- Zobaczymy... Przepraszam.. Wy jesteście Loca Chicas?
- Jasne! Nie widać? Jestem Olivia, a wy? - powiedziała szczęśliwa blondynka.
- Ja jestem Vanessa, a to moja przyjaciółka Kate. Jesteśmy waszymi największymi fankami! Możemy zrobić sobie z wami zdjęcie? - spytała zarumieniona nastolatka.
Zgodziłyśmy się i kilka sekund później pozowałyśmy do zdjęcia. Gdy już odeszły, Louis zrobił smutną minę.
- A ja, to co? Kochane, chyba nie poznałyście mnie!
- Daruj sobie - odpowiedziała Lily.
- To gdzie teraz idziemy? - spytał Niall.
- Zayn, mapa! - krzyknęłam chłopakowi do ucha.
- Coś za coś.
- Nawet o tym nie myśl. Mapa! - podał mi kawałek papieru. - Kierunek MAŁPY.
- Ooo, popatrz Harry! Pójdziemy odwiedzić twoich przyjaciół! - rzucił wesoło Louis, a chłopak zgromił go wzrokiem.
- Bardzo śmieszne. - mruknął. Po niedługim czasie doszliśmy na miejsce. Dziewczyny szły z przodu razem z Liamem i Niallem, żywo o czymś rozmawiając i gestykulując. Podążałam za nimi, wpatrując się w mapę, a na samym końcu szła pozostała trójka chłopców, podejrzanie szepcząc między sobą. Po drodze rzuciła mi się w oczy sporych rozmiarów, pusta klatka, ale ominęłam ją i kucnęłam, by zawiązać sznurowadła u moich ulubionych trampek. Przyjaciółki były daleko na przedzie, nawet nie zauważyły, że nie idę za nimi. Nagle poczułam, jak ktoś zasłania mi oczy, lecz nie zdążyłam krzyknąć, bo czyjeś dłonie znalazły się na moich ustach. Zaczęłam się wyrywać i machać nogami, ale oplotły mnie silne ręce innej osoby, pozbawiając wykonania jakiegokolwiek ruchu. Unieśli mnie do góry i gdzieś ze mną szli. Po przebyciu kilku kroków usłyszałam skrzypnięcie furtki, a po chwili postawili mnie szybko na ziemi. Szybko się odwróciłam i zobaczyłam naprzeciwko mnie zadowolonych z siebie chłopców. Zdezorientowana, rozejrzałam się dookoła i dopiero po chwili dotarło do mnie, że znajduję się w pustej klatce, którą niedawno mijałam. Gdyby mój wzrok zabijał, teraz cała trójka leżałaby już martwa.
- Czy was do końca pogrzało?! – krzyknęłam wściekła. – Czy wy się z tymi małpami na rozum pozamienialiście?!
- Stella, skarbie musisz się do nas przyzwyczaić. A w taki sposób.. - zaśmiał się Louis.
- Debilu, otwórz tą klatke! - krzyknęłam do niego, a on pokręcił przecząco głową.
Spojrzałam się za siebie. Dziewczyny, Liam i Niall już dawno nas wyprzedzili. Wyciągnęłam telefon i napisałam SMS'a do Emily 'Nie no super! Wy do przodu, a ja w klatce!' - Wysłałam i dumna z siebie, przeniosłam wzrok na chłopców. - Idioci, zapomnieliście, że istnieje takie coś, jak telefon?! - pomachałam im urządzeniem.
- Kurde, chyba nam to umknęło... - mruknął Harry, drapiąc się po głowie. Zaczęli się przepychać, dyskutując, czyja to wina.
- Dobra, cicho! Możecie się uspokoić, bo teraz to naprawdę nawet te małpy są od was mądrzejsze.
Kilka minut później zjawiła się pozostała piątka. Louis, Harry i Zayn siedzieli cały czas na ławce i komentowali moja osobę w klatce..
Gdy w końcu zostałam uwolniona, podeszłam jeszcze do nich i każdego zdzieliłam otwartą dłonią w tył głowy.
- Jeszcze jedna taka akcja, a nie żyjecie… - syknęłam. Zaraz potem podszedł Liam i nawrzeszczał na nich najgłośniej jak się dało, wypominając im, jak to bardzo są nieodpowiedzialni.
Dalsze zwiedzanie zoo przebiegło bez większych problemów. Późnym popołudniem wróciliśmy do domu i każdy z nas zajął się swoimi sprawami…

_______________________
Taki tam, lekko rozluźniający rozdział, haha ;D ♥

sobota, 31 marca 2012

Rozdział 5


- Stella! Długo będziesz jeszcze tam siedzieć? Ej, bo ja musze skorzystać! Proszę wyjdź! - krzyczał Louis przez drzwi.
- Un momento, kawalerze! Ja tu mam swoje potrzeby, a ty możesz iść do innej łazienki!
- Nie dojdę do drugiej łazienki! Błagam!!
- Przecież to tylko kilka kroków w drugą stronę! - krzyknęłam zdenerwowana. - A to, że jeszcze tu sterczysz, to już nie moja sprawa!
Kilka minut później zeszłam na dół, gdzie wszyscy stali i czekali na mnie. Gotowi na plażę.
Louis przyglądał się na mnie ze złością w oczach, co mnie bardzo śmieszyło.
- Oj, już się tak nie spinaj, kochanieńki, bo ci ciśnienie skoczy.
Następną godzinę spędziliśmy w busie. Kuźwa, czy ten Harold musi mieć takie dziwne pomysły? Przecież przez najbliższe 3 miesiące będzie miał sporo czasu na podróże… Spojrzałam na Lily, która zasnęła już po 20 minutach.
- Długo jeszcze? – zapytałam znudzona.
- Pytałaś się o to samo minutę temu. – odpowiedział Liam.
- No, ale to było minutę temu.
Nareszcie dojechaliśmy na miejsce. Wyszłam z samochodu i przeszły mnie dreszcze.
- Jak tutaj zimno! – powiedziałam.
- Oj, weź Stell. Zaraz się ociepli. - uśmiechnął się Harry.
- Och, niech ci będzie. Dobra, chodźmy się rozłożyć, bo zaraz zmienię zdanie!
Miał rację. Zanim doszliśmy na plażę, zza chmur wyszło słońce, przyjemnie przygrzewając. Rozłożyliśmy się. Zdjęłam koszulkę, założyłam słuchawki i usiadłam na leżaku.
Dziewczyny rozstawiły swoje leżaki obok mnie i po chwili wszystkie wygodnie wystawiałyśmy swoje ciała ku słońcu.
Chłopcy zaczęli szpanować gołymi klatami. Louis chwycił piłkę i zaczęli grać. Zamknęłam oczy. Nagle poczułam, że na moim ciele ląduje kilogram piasku.
Gwałtownie się poderwałam, robiąc groźną minę i ujrzałam przed sobą uśmiechniętego Niall’a. Już miałam zamiar coś odpowiedzieć, ale postanowiłam się nie denerwować i spędzić mile ten dzień.
- Oj weź, Stella! Nawet się nie wkurzaj!  Z piaskiem czy bez i tak wyglądasz w tym bikini atrakcyjnie. - uśmiechnął sie cwanie Niall.
- Chłopcy, a może zagralibyśmy w siatkówkę? - podbiegła Olivia w swoim różowym stroju.

- Czemu nie? - właśnie wstała z leżaka Emily.
Wszyscy się zgodzili, więc zaczęliśmy mecz. Ponieważ chłopaki kontra dziewczyny byłoby niesprawiedliwie, podzieliliśmy się na drużyny. W grupie Harrego znajdował się Zayn, Lily i ja, a u Louisa, Emily, Liam, Olivia i Niall.
Graliśmy dopiero jakoś z 10 minut, a już się zaczęły pierwsze problemy. Mianowicie Niall miał liczyć punkty, ale tak się złożyło, że po cichym mruknięciu Louisa kilku słów Niallowi, znacznie zaczęło przybywać im punktów.
Nie wytrzymałam i krzyknęłam:
- No chyba cię coś człowieku bździ, że wy już tyle prowadzicie! Przecież przed chwilą był aut!
- Wcale, że nie! To ja jestem sędzią, a ty chyba źle widziałaś! – odkrzyknął Niall.
- Ty głąbie! Ja dziękuję za takiego sędziego! Olivia, ty liczysz!
- Coo..? Ale ja nie umiem…- powiedziała.
- A co to za wielka filozofia? – zdziwiłam się.
- No, ja się nie znam. Niech Liam liczy…
- Och, no dobra, bo się zaraz pogryziecie…- mruknął.
- No! I to mi się podoba…- powiedziałam.
Dalej gra przebiegała w miarę spokojnie, nie licząc kilku potknięć Olivii. Drużyna Louisa wygrała, ale ja nadal sądzę, że oszukiwali, ale już nic nie mówiłam, gdy zobaczyłam jak Niall się cieszy.
Usiadłam na moim leżaku. Byłam cała w piasku. Nie powiem, parę razy nawet ja się poświęciłam. Po chwili tak się rozleniwiłam, że chyba przysnęłam.
Ze snu wyrwał mnie czyjś dotyk. Otworzyłam oczy i zauważyłam, że chłopcy trzymają mnie za ręce i nogi, i niosą w stronę wody. Zaczęłam piszczeć. Po chwili wrzucili mnie do tej lodowatej cieczy. Moje przyjaciółki stały na brzegu i się śmiały, a ja 'nurkowałam' w wodzie po kolana. Cała piątka uciekła tak, jakby się za nimi paliło. Ruszyłam za nimi. Chwilę później złapałam jednego i zaczęłam się z nim pojedynkować na żarty. Harry podbiegł, chwycił mnie i znowu wylądowałam w wodzie. Tym razem postanowiłam udawać, że coś mi się stało. Wyszłam na brzeg i 'zemdlałam'. Olivia zaczęła krzyczeć w niebogłosy. Ktoś podbiegł. Poczułam jak się uśmiecha. Chwycił moją rękę, jakby chciał wyczuć mój puls.
- Widzę, że trzeba komuś zrobić usta-usta. - zażartował, a ja rozpoznałam Zayn'a. Chłopak zbliżył swoje wargi do moich. Nasze usta się zetknęły. Poczułam przyjemny dreszcz. Napięcie.
 - Dobra Stella, przestań udawać.  - wyszeptał tuż nad moimi wargami.
- A może ja nie chcę przestać? – mruknęłam cicho, ale jednocześnie powoli podniosłam się z miejsca.

- Ok, ludzie, nic jej nie jest! – krzyknął chłopak w stronę reszty. – To tylko zwykle zasłabnięcie! Pewnie przez słońce… - kłamał, za co byłam mu wdzięczna. Nie wiem, co mnie poniosło, że w ogóle zgodziłam się na tą całą sytuację. Przecież ja go nawet nie lubiłam! Chyba rzeczywiście to słońce źle na mnie działa… Jeszcze w szoku stałam niepewnie na brzegu, a po chwili podbiegła do mnie spanikowana Olivia i zaczęła mnie przytulać.
- Spokojnie, nic mi przecież nie jest…- mruknęłam.
- Och, już się bałam, że to coś poważniejszego… - mówiła.
- Chyba pójdę sobie usiąść w cieniu, nie przejmujcie się mną. – powiedziałam, zabierając po drodze koc i usiadłam pod jakimś drzewem. Musiałam to wszystko przemyśleć…
Co mnie podkusiło, żeby zacząć z nim flirtować, a tym bardziej pozwolić się pocałować? Choć w sumie, tak do końca, to nie był to taki prawdziwy pocałunek, no ale… Przecież mogłam go odepchnąć i krzyknąć, że udaję! Ale zamiast tego wszystko się przeciągnęło… Mam nadzieję, że on nie wziął tego na poważnie… Chyba będę musiała to sobie z nim wyjaśnić…
Usiadłam obok Emily, która sama siedziała na plaży, bo reszta pływała. Oparłam swoją głowę o jej ramię, a ona mnie przytuliła. Spojrzałam w chłopców. Każdy nie dowierzał, co się przed chwilą stało, byli zszokowani, ale cieszyli się, że nic mi nie jest. Mój wzrok spotkał się ze wzrokiem Zayn'a. Spojrzał na mnie. Widać, że był zmieszany. Nie wiedział, co robić, zresztą tak samo jak ja.
- Nie oszukujmy się, między wami iskrzy - wyszeptała Emily.
- Em, to się nie powinno wydarzyć. Myślałam, ze to będzie miało jakiś inny przebieg, ale nie taki! - łza spłynęła mi po policzku. Zaczęłam płakać jak mała dziewczynka. Nie chciałam się z nikim wiązać, nie teraz. Nie po tym, co przeszłam. Emily przytuliła mnie i milczała. Byłam jej wdzięczna za to. Po chwili szybko się ogarnęłam, by nikt nic niczego nie widział.
Wieczorem wróciliśmy do domu. Nie zwracając uwagi na wszystkich, weszłam na górę i zamknęłam się w pokoju. W tym momencie pragnęłam zostać sama.

___________________________

Wybaczcie, że tak długo nie było nowego rozdziału, ale przez ten czas wypadła moja choroba, nauka i kilka innych problemów ;/ Przepraszamy :* I mamy nadzieję, że jednak ktoś to przeczyta i być może komuś się spodoba ;)
~K.

wtorek, 20 marca 2012

Rozdział 4


Przekręciłam się na drugi bok, ale i tak nie mogłam zasnąć. Wierciłam się tak już chyba z pół godziny, z nadzieją, że zaraz znowu powrócę w objęcia Morfeusza, ale na daremno. Już za bardzo się rozbudziłam, więc postanowiłam, że zejdę do kuchni napić się czegoś zimnego. Było stosunkowo wcześnie i byłam pewna, że wszyscy jeszcze śpią. Stanęłam bosymi stopami na miękkim dywanie i spojrzałam na swój strój. Ubrana byłam w króciutkie spodenki i obcisłą koszulkę na ramiączkach, ale postanowiłam nic na siebie nie narzucać, bo i tak nikt mnie teraz nie zobaczy, a ja przecież chciałam tylko zaraz szybciutko wrócić do siebie. Po cichu otworzyłam drzwi i powoli zeszłam po schodach.
Wreszcie znalazłam się w kuchni i otworzyłam lodówkę. Powiało chłodem, a ja zatrzęsłam się z zimna i potarłam ramię, by trochę się ogrzać. Wzrokiem szukałam butelki mleka, ale jak na złość nigdzie nie mogłam go znaleźć.
- Jeśli szukasz mleka, to właśnie go wypiłem.- usłyszałam za sobą męski głos. Gwałtownie się odwróciłam  i ujrzałam Harry’ego, który stał przede mną w samych bokserkach. – Swoją drogą, seksownie wyglądasz w tej obcisłej piżamce. – powiedział i przygryzł wargę. Zrobiłam groźną minę.
- Nie pozwalaj sobie za dużo, Styles. – warknęłam i trzasnęłam drzwiami lodówki.
- Wiesz, wszyscy śpią, więc może byśmy… - zaczął, przybliżając się do mnie.
- Śnij dalej, zboczeńcu. A teraz zostaw mnie w spokoju. – rzuciłam, odpychając go i poszłam do swojego pokoju, zostawiając za sobą zdezorientowanego chłopaka.
Wchodziłam po schodach z zamkniętymi oczami, w myślach wyzywając Loczka. Byłam pewna, że już pokonałam ostatnią przeszkodę, więc szurnęłam stopą.
- Ałć!!! - ból wyrwał mnie z przeklinania Harry'ego.
Otworzyłam oczy i szybciutko chwyciłam moją obolałą nogę. Kulejąc szłam do pokoju. Byłam już prawie przy swoich drzwiach, kiedy niespodziewanie na korytarz wyskoczył Zayn.
- Ludzie, czy wy na prawdę nie możecie spać? - powiedziałam zirytowana.
- Mógłbym spać, gdyby nie czyjś krzyk na korytarzu. Nic ci nie jest? - uśmiechnął się szeroko.
- Nie, nic mi nie jest. Nie potrzebuje twojej troski. - szybko odpowiedziałam, a on przyglądał się na mnie i zniewalająco uśmiechał - A co ty taki wesolutki od samego rana?
- A tak jakoś - zaśmiał się i już mnie mijał, gdy rzucił jeszcze - Fajna piżamka!
* * *
Po 11 ze snu wyrwał mnie śmiech.  Z wielką niechęcią wstałam, ubrałam luźną bluzkę i rurki, związałam włosy w kucyk i zeszłam na dół. Wszyscy siedzieli w jadalni i jedli coś, co przypominało zupę mleczną.
- No nareszcie! Nasza księżniczka wstała. - wstał od stołu Louis - Jak minęła noc?
- Nie, nie nazwę cię księciem. Nie licz na to! - usiadłam przy stole - Jaki plan na dzisiaj?
- No jak to, jaki?! – oburzyła się Olivia. – Przecież dzisiaj zaczynamy nasze atrakcje! A jako, że ja jestem jako pierwsza, to idziemy na ZAAAKUPY! – krzyknęła uradowana.
- Ohh, niee…- jęknęłam. Nienawidziłam zakupów i całego zmieszania z tym związanego.
- No nie! Pierwszy raz widzę dziewczynę, która nie lubi zakupów! – krzyknął zdziwiony Louis.
- Oj, wielkie mi rzeczy. Nie lubię i tyle! – odrzekłam. – Chociaż może potrzebne mi są jakieś buty, więc ewentualnie mogę się zgodzić…

GODZINĘ PÓŹNIEJ
Jesteśmy już w centrum handlowym. Olivia lata jak szalona od sklepu do sklepu i z prawie każdego wychodzi z jakąś torbą. Ja już na początku szybko wybrałam sobie kilka par butów, więc teraz tylko wlokłam się za nimi, cierpliwie czekając, aż Olivia skończy to wszystko.
 -Ty, Stella! – usłyszałam Zayn'a, a ja udałam że go nie słyszę. - Stella! - powtórzył
-Nie odzywaj się do mnie! - odpowiedziałam – No dobra, co chcesz? - dodałam po chwili namysłu.
-Jesteś w Loca Chicas, ale ty jesteś bardziej zbuntowana niż loca. - uśmiechnął się.
-Jestem loca i weź się odwal ode mnie. - powiedziałam i pokazałam mu środkowego palca.
-No, Stell! Zrób coś szalonego! - pokiwałam twierdząco głową, żeby dał mi już spokój – tylko nie całuj pierwszego lepszego z brzegu.
- Nie mam takiego zamiaru.
Zwolniłam tempa, żeby Zayn i Louis mogli do mnie dojść. Spojrzałam się na nich, a następnie w prawo. Studio tatuaży! To jest to! Chwyciłam Mulata za nadgarstek i pociągnęłam do środka.
-Żartujesz? Jesteś tego pewna? - zapytał z niedowierzaniem.
Po kilkudziesięciu minutach wyszliśmy ze studia. Chłopcy z szeroko otwartymi oczami, wciąż nie dowierzając, a ja wyszłam z pamiątką. Moja nowa dziara znajdowała się na palcu. Był to napis ‘wild & free’, który, choć wykonany spontanicznie, trochę odzwierciedlał mój charakter.
Wróciliśmy do pozostałych. Podbiegłam do dziewczyn w podskokach.
- Patrzcie, co ja mam! – powiedziałam wesoło, pokazując im palca.
- Tobie naprawdę się poprzewracało. Czy ty wiesz, co zrobiłaś? - spytała zdziwiona Emily
- Co ty ćpałaś?! - pisnęła Lily
- Nie ważne co, ważne, że dobre i nie zmieniaj dilera! Ładna jesteś jak się uśmiechasz! - powiedział Harold
- Co tam takie zgromadzenie ludu jak w starożytnej Francji.. O ja cież pierdziu... Jakie świetne!!!!  - Olivia otworzyła usta i gapiła się na mnie z niedowierzaniem.
- Nie, Oli, to nie jest świetne, to jest nieodpowiedzialne! Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, że to zostaje do końca życia? - matkowała się Em
- Emily, daj spokój.. Wiele ludzi ma tatuaże i jakoś żyje.. A swoją drogą podziwiam Cię Stella! - uśmiechnął sie Zayn.
- Oj tam... - mruknęłam zawstydzona, ale po chwili zorientowałam się, co robię i opamiętałam się. - Dobra, już się tak nie ekscytujcie, bo wam żyłki pierdzące pękną! - powiedziałam ostro.
Po jakiejś godzinie wszyscy zmęczeni wróciliśmy do domu, tylko po Olivii nie było widać żadnego znudzenia...

_______________________________
W tym rozdziale jakoś nie ma zbytniej akcji, ale powoli będzie się to wszystko rozkręcać ;)
Dedykuję go moim kochanym myszkom: Karolinie ( @JBluvsBabycakes) i Ani ( @xAniua) ♥ ;D
Kocham was ;* xx

wtorek, 13 marca 2012

Rozdział 3


Właśnie dojechałyśmy do budynku, w którym miałyśmy mieszkać razem z One Direction. Wyciągnęłyśmy swoje walizki z samochodu i skierowałyśmy się w kierunku wejścia. Emily włożyła klucz w drzwi. Ku jej zdziwieniu były one otwarte. Weszłyśmy nie pewnym krokiem do środka. Pierwsze, co nas zachwyciło do długi hall.
-Nie ma nikogo? - wyszeptałam.
-Halo!!! Jest tu ktoś???? - krzyknęła Olivia , odpowiedziała jej cisza.
- Widzicie, nie ma nikogo!
Zostawiłyśmy bagaże przed wejściem i poszłyśmy dalej zwiedzać nasz nowy dom. Weszłyśmy do wielkiego salonu. Był przepiękny. Urządzony z takim gustem. Lily otworzyła usta i nie mogła zamknąć. Weszłam do kuchni. Na blacie leżała koperta zaadresowana do 'Loca Chicas & One Direction'. Chciałam otworzyć ją, gdy nagle rozległ się huk.
-Ej, Chicas! Co się stało? – spytałam.
-Ktoś jest na górze. - wyszeptała Lily.
- Może to te dziki, co grasują w kalafiorach? – pisnęła podekscytowana Olivia, a ja wybuchnęłam śmiechem.
- Olivia, zauważ, że jesteśmy w domu, a nie na polu z kalafiorami – wymruczała przez śmiech Lily.
-Będziemy tak stały? - powstrzymałam się od śmiechu. -Bo ja idę zobaczyć co się dzieje.
Chwyciłam patelnię, którą miałam pod ręką i ruszyłam w stronę schodów. Za swoimi plecami usłyszałam jeszcze parę razy swoje imię i ostrzeżenia moich przyjaciółek. Wchodząc po drewnianych schodach podskoczył mi wskaźnik adrenaliny. Uwielbiam to! Po kilku sekundach stanęłam na piętrze. Usłyszałam jakieś dźwięki dochodzące z pomieszczenia na prawo. Po cichutku doszłam do drzwi i szybko otworzyłam je. Miałam już atakować, gdy zobaczyłam chłopców.
-Co tu robisz? Chciałaś nas zakatować? - krzyknął przerażony Harry.
-No przepraszam bardzo! Jak się Olivia darła czy ktoś jest, to odpowiedziała jej cisza. Myślałyśmy, że nikogo nie ma i tu nagle taki huk. Każdy by się wystraszył! – odpowiedziałam. - A co robimy? Właśnie się wprowadziłyśmy. Yyy, a co wy robicie w tym pokoju? Gwałt zbiorowy?
-Kłócimy się o pokój... - zaczął chłopak z czarnymi włosami.
-Boże! Jakie dzieci.- powiedziałam i wyszłam z pokoju.
Z niedowierzaniem, co tam zobaczyłam, zeszłam szybko na dół.
- I co? Miałam rację? To straszne dziki? – pytała szybko Olivia.
- Jeśli tych dzików jest piątka i nazywają się One Direction, to tak, masz rację. - odpowiedziałam ze śmiechem.
- Serio? Oni już tu są? – spytała zdziwiona Lily, a w tym samym momencie na dole pojawili się chłopcy.
- Więc…? Już wybraliście, czyj to pokój? – spytałam, uśmiechając się.
- Powiedzmy, że musimy to jeszcze obgadać… - powiedział Harry dobitnie patrząc na Louisa.
- NIE! – krzyknął. – Choćbyś zjadł wszystkie marchewki, jakie istnieją na tym świecie, nigdy ci nie odpuszczę tego pokoju!
- Oooo, widzę tutaj poważne groźby… - mruknął Niall, stojąc z boku i zagryzając parówkę. – Patrzcie, ta parówka się na mnie patrzy! – krzyknął nagle i uśmiechnął się do niej.- wybuchnęłam śmiechem, a dziewczyny patrzyły się na nich, jak na kosmitów.
- Dobra, ludzie, przypominam, że w kuchni leży jakaś koperta, więc chyba dobrze by było, gdybyśmy dowiedzieli się, o co chodzi. – zwróciłam się do wszystkich i poszliśmy tam.
- Gdzie Niall? – zapytał Liam.
- No nie gadajcie, że znowu się zgubił…! – powiedział Louis, załamując ręce. – Skaranie boskie mam z tym nieposłusznym dzieckiem! – zawodził chłopak.
- Och, już jestem! – do kuchni wpadł zdyszany Niall. – Wybaczcie, zgubiłem po drodze buta. Skubany, poleciał aż pod stolik, ale gdy go wyciągałem, niechcący się zaklinowałem i trochę zajęło mi wyjście… - mówił ciężko sapiąc.
- Można wiedzieć, jak to możliwe, że w ogóle zgubiłeś buta?! – spytała zdziwiona Lily.
- No normalnie! – powiedział, jakby to była oczywista oczywistość. – Potknąłem się i zahaczyłem o niego drugą nogą i mi się zsunął, ale jak leciałem do tyłu, to mi wyleciał…- wzruszył ramionami, a prawie wszyscy zgromadzeni przewrócili oczami albo się śmiali. – LUDZIE! Czy widzicie to co ja?! Czy to kolejna fatamorgana? – mówił Niall, ale nikt nie wiedział, o co mu chodzi, póki nie klęknął przed olbrzymia lodówką.  –Wyobrażacie sobie, ile tu jest jedzenia?!- ekscytował się chłopak. – Ja już nie potrzebuję pokoju, przyniosę tu sobie łóżko i od dzisiaj to pomieszczenie będzie moim rajem! – przytulił się do lodówki.
- Niall, ogarnij się! – wydarł się Liam.
Patrzyłam na całą piątkę w wielkim szoku z nadzieją, że ich zachowanie okaże się żartem. Za kogo się uważają? A ten blondyn, jaki irytujący. Spojrzałam jeszcze raz na nich, a potem na moje przyjaciółki. Oni się kłócili, a dziewczyny przyglądały się na nich.
- Ludzie! Dość tego! - krzyknęłam.
- Jaki masz temperament. Mmm... Zaczynam cię lubić! - uśmiechnął się Louis
- Fantastycznie. A teraz pozwolicie, że otworzę tę kopertę i przeczytam. - warknęłam.
Wszyscy pokiwali twierdząco głową, a ja wyjęłam list ze śnieżnobiałej koperty, na której wykaligrafowane było czarnym tuszem „Loca Chicas & One Direction”.

Przepraszam, że informuje Was przez list, nie mogłem osobiście przyjechać dzisiaj do Waszego domu. Mam nadzieję, że się podoba. Pisze krótko i na temat, a mianowicie o tym pomyśle zapoznawania się. W ciągu najbliższych 9 dni każdy będzie miał 'dyżur', będzie odpowiedzialny za atrakcje za dany dzień. Możecie robić, co chcecie (oczywiście bez wielkich skandali, bo to teraz nam jest nie potrzebne! Zrozumiano Stella? Harry to też się Ciebie tyczy). Poniżej zostawiam wam harmonogram (kto będzie odpowiedzialny za każdy dzień). Bardzo proszę, żebyście przestrzegali kolejności! Widzimy się za dziewięć dni! W razie nagłego przypadku dzwońcie, piszcie.
                                                                                                                   
1. Olivia
2. Harry
3. Lily
4. Niall
5. Emily
6. Zayn
7. Liam
8. Stella
9. Louis

Pozdrawiam,         
Thomas Campbell      

PS. Do imienia każdego z was dopiszcie główne hasła z atrakcją.


- Czy go do końca pogrzało?! – powiedziałam oburzona. – Nie dość, że musimy mieszkać wszyscy razem pod jednym dachem, to jeszcze mamy zapewnić sobie jakieś głupie atrakcje! Jeśli wytrzymam tu przynajmniej tydzień, to spokojnie możecie nazywać mnie ‘mistrzem’… mruknęłam.
- Spokojnie, moja droga. – podszedł do mnie wesolutki Harry i zarzucił mi rękę na szyję. – Jestem taki uroczy, że mieszkanie z nami sprawi ci tylko i wyłącznie przyjemność!
- Taa, jasne… A teraz z łaski swojej mnie puść. – Rozłożył ręce w geście obrony i szeroko się uśmiechnął, a ja wyszłam z kuchni.
- Mrr, ma dziewoja charakterek, lubię takie. - Usłyszałam głos Loczka.
- Wszystko słyszałam! – krzyknęłam za sobą.
- Stella, poczekaj ustalmy jeszcze pokoje! - poprosiła Lily, a ja odwróciłam się na pięcie.

I w tym momencie rozpoczęła się kłótnia.’ Jak małe dzieci’ -   pomyślałam. Kłócić się o pokoje…
- CICHO! Z tego, co zdążyłam się zorientować, każdy pokój ma numer. Ja nie widzę innego rozwiązania tylko losowanie. - powiedziała Emily
Wyciągnęła ze swojej torby notes i długopis. Ponumerowała fragmenty papieru, zgniotła i wrzuciła do jakiegoś naczynia.
- Losujemy. - uśmiechnęła się tryumfalnie.
Pierwszy był Harry. Wylosował dwójkę. Liam trafił na pokój ósmy. Kolejna była Olivia, która wylosowała jedynkę. W czwórce miał zamieszkać Louis. Lily dostała pokój numer 3. Zaraz po Em, która wylosowała siódemkę, byłam ja. Włożyłam dłoń do naczynia i wyciągnęłam karteczkę z numerkiem 6. Czyli moją sąsiadką będzie Emily. W pomieszczeniu o numerze 9 miał zamieszkać Niall. Ostatnia sypialnia przypadła Zayn'owi.

‘Coś czułam, że ta przygoda będzie trudna, ale być może będzie najfajniejszą, jaką przeżyję w swoim życiu…’

_________________
Tak, jak obiecałyśmy, dzisiaj dodałyśmy trójeczkę. ;D 
Następny rozdział też powinien pojawić się niedługo.
Mamy nadzieję, że ten się podoba ;)
I przypominam, że jeśli ktoś jeszcze chce być informowany o nn, to zostawiajcie proszę swoje nicki na tt lub gg ;D

sobota, 10 marca 2012

Rozdział 2


Stałyśmy jak skamieniałe i patrzyłyśmy się na nich jak na głupków. Ale nagle coś mi zaświtało i wreszcie się odezwałam.
-Dość tego – zwróciłam się do pana Campbell’a – powiedz w końcu, że to głupi żart, a my sobie pójdziemy.
- Właśnie dlatego nie byłam pewna… - mruknęła cicho Emily.
- Co? Ale… przecież… Ja mówię serio! – jąkał się mężczyzna. Chyba zbiłam go lekko z tropu. – Naprawdę! Razem z chłopcami jesteśmy wami oczarowani! I bardzo chciałbym, żebyście pojechały z nimi w trasę!
- Stella, uszczypnij mnie, bo nie wierzę w to, co słyszę. – powiedziała do mnie Olivia, cały czas gapiąc się w jeden punkt. Zrobiłam to, o co prosiła, a ta zawyła.
- Miało być lekko! – krzyknęła, rozmasowując swoje ramię.
- Nic o tym nie wspominałaś… -mruknęłam.
- Przepraszam, że wam przeszkadzamy, ale chcielibyśmy się przywitać. - usłyszałyśmy męski głos. Wszystkie przeniosłyśmy wzrok na chłopaka, który te słowa wypowiedział.
- Dobrze, zaraz… - przerwał mu menadżer – skoro macie spędzić tyle czasu w trasie, to fajnie by było, gdybyście się jakoś lepiej poznali.. Więc wpadłem na pomysł, byście przez ten czas zamieszkali razem. Co wy na to? – spytał szybko, ale nikt nie zdążył odpowiedzieć, a on już dodał – Szczegóły wyślę wam mailem! – krzyknął i wybiegł z pomieszczenia, jakby bał się naszego gniewu.  ‘Jak ten facet w ogóle został menadżerem?’ – przeszło mi przez myśl. Spojrzałam na resztę zgromadzonych i chyba nikt nie spodziewał się takiej sytuacji, bo każdy miał zdziwioną minę.
- Emm, skoro tak, to może się sobie przedstawmy? – spytał nieśmiało jeden z chłopaków.
********
Od tego szalonego dnia minęły 3 doby. Nadal nie potrafię się otrząsnąć z szoku. Dziewczyny wczoraj wpadły do mnie i wybiegły tak samo szybko jak przyszły. Teraz czekamy tylko na jedno - na e-maila od Campbella. Miał wysłać naszemu 'menadżerowi' - Nathanowi adres i jakiś genialny pomysł zapoznawania się.
- STELLA!!!!!! - usłyszałam mojego starszego brata - Dzwoń po dziewczyny, mam coś dla was!!!
Wykonałam kilka szybkich telefonów i po 10 minutach wszystkie znajdowałyśmy się w moim pokoju. Strasznie się niecierpliwiłam, bo Nathan nie chciał pisnąć słowa, póki nie zbierzemy się wszystkie. Teraz patrzyłyśmy na niego z wyczekiwaniem, ale on specjalnie wszystko przedłużał.
- No powiesz wreszcie, o co chodzi, czy nie?! - krzyknęłam
- A więc... przed chwila przyszła do mnie wiadomość od Campbell'a.
- No i co? - zapiszczała Olivia
- Hmm... No i fajnie macie. Zaraz pokaże wam tego maila. - powiedział i zniknął za drzwiami.
- Boże, daj mi siłę i pomóż wytrzymać z takim  bratem... - mruknęłam.
Po kilku minutach zjawił się z laptopem. Położył go na stoliku.
- No i patrzcie! - uśmiechnął się i odszedł. Rzuciłyśmy się na komputer.
Mam dla was pewną propozycję. Jeśli macie być obecni na jednej i tej samej trasie, i chcecie ze sobą współpracować, koniecznie musicie się lepiej poznać. Jeśli mielibyście robić to indywidualnie, podejrzewam, że prawie na pewno nic by z tego nie wyszło, biorąc pod uwagę charakterki niektórych z was… (tak, Stello, mówię tu między innymi o tobie…) A więc, wpadłem na pomysł, abyście się lepiej poznali. Mianowicie spędzicie ze sobą 9 dni. 9, ponieważ na każdego przypada jeden dzień.
                Teraz druga sprawa. Aby wam to wszystko ułatwić, zamieszkacie razem, co już wiecie. Na samym dole podam wam adres i jedyne, co musicie zrobić, to pojechać tam razem ze swoimi rzeczami i się rozgościć. Dom jest na tyle duży, że wszyscy się pomieścicie. Każdy ma swój pokój. Jeśli pojawią się jeszcze jakieś nowe informacje o jakiejkolwiek sprawie, będę was powiadamiał właśnie w taki sposób jak teraz lub osobiście. Mam nadzieję, że się jakoś dogadacie. Pozdrawiam
 Thomas Campbell
Na dole widniał adres, pod który miałyśmy się udać.
- O kur..chole... ja pierd... Kurna!!!! Czujecie?! Mamy mieszkać w pałacu z królami! - podnieciła się Olivia.
- Nie ciesz się na zapas - powiedziała Lily.
- Zresztą z jakim królami mamy mieszkać? Uważasz ich za kró... NIE!!!- krzyknęłam i wyszłam z pokoju.

_________________
Ok. Wiemy, nie wyszło nam. Jedynka była lepsza od tego. Bardzo za to przepraszamy ;) 
Ale aby wam to wynagrodzić postaramy się dodać następny rozdział już we wtorek ;D
Mamy nadzieję, że jednak może da radę to przeczytać ;p
Zachęcam do komentowania ;) 
~K.